Kołowrotek Quick SLS DLX 970 FD

Gniewosław Bosiacki
Tester MAD

Każdy odłam wędkarstwa posiada swoje narzędzia, bez których pobyt nad wodą czasami staje się uciążliwy. Wędkarstwo karpiowe to szczególny wycinek szeroko pojmowanego wędkarstwa lądowego, które sprawia, że nasz pobyt nad wodą czasami przeciąga się do kilku lub kilkunastu dni. Wymaga tego specyfika dotarcia do obiektu naszych wędkarskich westchnień, jakim jest ryba znana pod łacińską nazwą “cyprinus carpio” – potocznie zwany karpiem.

Pomijając aspekt samego biwaku nad wodą i idących za tym potrzeb posiadania odpowiedniego sprzętu pozwalającego na odbycie kilkudniowych karpiowych zasiadek, niezbędnym jest także posiadanie najważniejszego chyba narzędzia dla każdego wędkarza jakim jest wędka i kołowrotek. To dzięki nim w końcowym etapie naszych zmagań nad wodą, obiekt naszego pożądania trafia na matę, a wspaniałe zdjęcia z wielkimi okazami cieszą nasze oczy i dopingują do wytrwałej pracy w celu osiągnięcia podobnego wyniku.

W tym artykule zajmę się kołowrotkiem – narzędzie dość proste w swojej budowie, a w brew pozorom bardziej skomplikowane ze względu na wymogi jakie na niego nałożyliśmy jako główni użytkownicy. Przyszło mi sie zmierzyć z naszym flagowym “młynkiem” jakim jest Quick SLS DLX 970 FD.

Kołowrotek w dość surowej kolorystycznej oprawie, a raczej jej totalnego braku czyli w wersji czarnej. Zastosowano do jego produkcji wytrzymały grafit ABS. Producent zaopatrzył ten model w dużą aluminiową szpulę typu Long Cast predysponowaną do dalekich rzutów, na którą można nawinąć 400 metrów linki głównej o grubości 0,35mm.

Kołowrotek posiada uszczelniony przedni hamulec uzbrojony w węglowe tarcze. Nie posiada krótkiego skoku, lecz jest bardzo wytrzymały, a płynna regulacja hamulca jednym palcem podczas brania, to tylko kwestia małej wprawy. Nie sądziłem, że kiedykolwiek zdołam obsłużyć zwykły hamulec jednym palcem z pominięciem systemu QD, który miałem w poprzednich moich kołowrotkach. Posiada także mocny i gruby kabłąk.

No i coś co mnie w jakiś sposób zastanawia – surowy design całości i drewniana korbka. Dla kogoś, kto zwraca uwagę na szczegóły może to wydawać się dziwne, lecz prócz kwestii wizualnej i bijącej ewentualnie w nasze gusta, o których jak wiemy sie nie dyskutuje, to po roku użytkowania w różnych warunkach pogodowych nie zauważyłem jakichkolwiek problemów z tym małym kawałkiem drewna – działa bez zarzutów.

Kołowrotek nie posiada klasycznego systemu składania rączki, tylko takiego działającego na podstawie szybkozłączki na sprężynie, która pozwala złożyć ją za pomocą odciągnięcia. Raczej niespotykane w karpiowych kołowrotkach, ale na pewno nowatorskie – zobaczymy, czy taki system przyjmie się w przyszłości i czy z biegiem czasu nie pokaże jakiś słabych punktów. Jak na razie trudno do tego się przyczepić.

Kilka danych technicznych modelu:

– 8 podwójnie uszczelnionych łożysk

– łożysko igiełkowe blokady obrotów wstecznych

– wolna oscylacja

– Instant Anti-Revers System

– kabłąk z systemem Anty-Twist

– metalowy klips do żyłki

– wszystkie śruby ze stali nierdzewnej

– przełożenie 4,3 : 1

 

Nigdy nie lubiłem czytać danych technicznych, gdyż najlepszym wyznacznikiem jakości sprzętu to kilka dobrych wyjazdów nad wodą i klika ryb na macie. Każdy z nas ma różne preferencje i wymagania w stosunku do kołowrotka. Jedni potrzebują wolnego biegu, inni systemu QD, a jeszcze ktoś inny zapasowej aluminiowej szpuli w zestawie. Trudno tu się rozwodzić, lecz i tak efekt końcowy musi być zawsze taki sam. Młynek musi być wytrzymały, solidny, prosty w obsłudze i cieszyć nasze oko swoim designem, gdyż i ten aspekt posiadanego sprzętu jest dla wielu z nas ważny.

Wracając jednak do plusów tego sprzętu – to w moim przekonaniu posiada wszystkie, które cechują bardzo dobry sprzęt karpiowy. Pracuje bardzo płynnie, rewelacyjnie nawija żyłkę, której wchodzi na szpulę 400 metrów w używanej przeze mnie grubości 0,35mm. Zwinięcie 1 metra żyłki wymaga wykonania jednego obrotu rączką. Płynny hamulec daje możliwość regulacji pracy szpuli w dość dużym zakresie, co wymaga jednak małych kombinacji przy naciąganiu żyłki po dokonaniu wywózki lub rzutu i przygotowaniu wędki do pracy z sygnalizatorem na podpórce. Przy kołowrotku z wolnym biegiem odbywa się to za jednym pociągnięciem dźwigni, przy zwykłym hamulcu trzeba wykonać kilka prób – lecz jak mówiłem, to kwestia wprawy i po jakimś czasie zapominamy o tej niedogodności. W końcu co nas nad wodą pogania – mamy przecież dużo czasu by cieszyć się naszą pasją.

Bez względu na rodzaj pogody kołowrotki nie zawiodły mnie ani razu. Od wysokich temperatur po bardzo niskie, a czasami przekraczające Celsjuszowskie “0” – młyneczki chodziły bardzo płynnie i dawały maksimum przyjemności.

Podsumowując – mogę stwierdzić, że przy dzisiejszych technologiach i dostępności na rynku sprzętu bardzo wysokiej jakości, powoli zaczynamy mierzyć w sprzęt, który przy minimalnym nakładzie środków finansowych daje parametry najbardziej odpowiadające naszym wymaganiom. Nie jest sztuką wbić się w drogi sprzęt, bo w dzisiejszych czasach klient stał się wybredny i jest w stanie zapłacić niemałe pieniądze oczekując dobrej klasy sprzętu, który oczywiście otrzyma. Świat się zmienia i powoli rynek wymusza na producentach oddanie w ręce klienta sprzętu, o rewelacyjnym stosunku jakości do ceny. Oczywiście, że na sprzęt z górnej półki zawsze znajdzie się klient, lecz rynek powoli zaczyna się zmieniać czerpiąc zyski ze sprzedaży sprzętu dostępnego dla kieszeni większej ilości wędkarzy, którzy nie celują w specjalistyczny sprzęt wędkarski za niebotyczne kwoty.

Quick SLS DLX 970 FD przy średniej cenie zakupu w kwocie ok. 470 zł daje nabywcy wszystko to, co jest niezbędne nad wodą, aby spokojnie łowić i mieć świadomość, że nie zaskoczy nas żadna większa ryba lub jakaś niespodziewana awaria.

Mi osobiście brakuje w zestawie drugiej zapasowe szpuli aluminiowej, którą można jednak nabyć dodatkowo, a która powoli staje się standardem przy zakupie nowych kołowrotków. DAM idzie za potrzebami klienta i kolejna nowość na 2017 rok została już zaopatrzona w dodatkową szpulę. Kołowrotek jest także dostępny z wolnym biegiem w oznaczeniu 970 FS, więc i zwolennicy takiego systemu znajdą sztukę dla siebie.

Testując 970-tkę przez ostatni rok, wiem jedno – nie trzeba wydawać prawie tysiąca złotych, by nad wodą mieć pewność, że sprzęt który posiadamy może stanąć w szranki z wysokiej klasy sprzętem topowych producentów sprzętu karpiowego. Być może kogoś odstrasza jego surowy czarny urok, lecz jakość i oferowane parametry pozwalają przymknąć oko na ten detal. Ten model odwdzięczy się swojemu właścicielowi nad wodą i szybko stanie się ulubieńcem wśród innych młynków, z którymi przyszło się nam zetknąć w naszej karpiowej przygodzie.

 

Gniewosław Bosiacki
MAD Carp Polska